Wydeptane ścieżki Wrocławia i dziewicze przestrzenie w Baldwinowicach pozwoliły podładować życiowe baterie. Dziesięć   fantastycznych kobiet odkrywało zbiory wrocławskich muzeów, czerpiąc inspiracje na dwudniowe warsztaty ceramiczne,         biżuteryjne i kulinarne. Inspirujące spotkania ze sztuką, czyli co w ostatnich dniach działo się w SZTUKUPUKU

Pytanie: PO CO?                      

Warto na chwilę zatrzymać pędzący pociąg codzienności, usiąść na jednej ze stacji i rozglądnąć się wokół siebie. Okazuje się bowiem, że zwykła srebrna łyżka lub widelec może stać się gustowną bransoletką, miedziany drucik i kilka szmatek – fantazyjnym naszyjnikiem, a czarny onyks, zielonkawy jaspis cesarski czy turkusowy howlit ukryty w miedzianej oprawie podkreśli indywidualność, być może ujawni nasze cechy charakteru lub pomoże i doda odwagi. Wszystko zależy od naszej wyobraźni. Jest tylko jedno „ale”. Do tworzenia potrzebna jest wolna głowa. Jak to zrobić w dzisiejszym szalonym świecie? Po prostu zaprzyjaźnić się ze SZTUKUPUKU.

16 maja zorganizowałyśmy wyjazd do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, w którym słuchałyśmy arcyciekawej historii na temat „Wrocławskiej Szkoły Ceramiki”, czyli o artystach związanych z Wydziałem Ceramiki ASP. O zabawnych sytuacjach, warsztacie i tajnikach szkliwienia opowiedziała nam Baśka Trzybulska – jedna z naszych serdecznych koleżanek. Sztukę XVIII i XIX wieku pokrótce omówiłam – ja…, ale o samym Matejce można gawędzić cały dzieńJ, więc traktuję to jako początek drogi ku malarstwu historycznemu. Być może jestem staroświecka, ale stara szkoła bardziej do mnie przemawia niż malarstwo abstrakcyjne – wybaczcie mi. Jedno jest pewne, idąc do muzeum warto wybrać jeden obraz i wgłębiać się w jego detale, które niosą za sobą symbolikę i pewne przesłanie, jakąś mądrość lub wskazują, czego trzeba unikać. Historia magistra vitae est, głosi moja ulubiona – czasem nieco nadużywana – maksyma.

Ludowych inspiracji szukałyśmy w pewnym wyjątkowym miejscu. Zanim uchylę rąbek tajemnicy, zapytam Was – jak prawdziwy nauczyciel – czy wiecie co to jest monidło? Odpowiedź na to trudne pytanie znajdziemy w trakcie zwiedzania czasowej wystawy w Muzeum Etnograficznym. Bez wątpienie wiele osób z Was posiada zdjęcia ślubne swoich dziadków. Monidło to rodzaj obrazu namalowanego na podstawie zdjęcia ślubnego z charakterystycznym podkolorowanymi na czerwono ustami i lazurowo-niebieskimi oczami.

Kolejnym tropem na naszej muzealnej ścieżce były osiedlowe skrzynki (elektryczne, na gaśnicę) w nowym wydaniu. Nietypową i bardzo oryginalną wystawę zorganizowali pracownicy Galerii Szkła i Ceramiki przy placu. gen. T. Kościuszki. Każda z nas miała inne skojarzenia na temat wspomnianych skrzynek. Mieszkanki miast przywołały swoje wspomnienia z dzieciństwa, kiedy wrzucały do nich skarby, liściki lub inne rzeczy do przekazania. Każdy, kto choć przez chwilę mieszkał w dużym mieście, dokładnie będzie wiedział, co mam na myśli. Pełzające robactwo w sposób sugestywny informowało nas o związku skrzynek z metropoliami. Ten industrialny element w połączeniu z kruchością i delikatnością witrażu robił piorunujące wrażenie. Jedno jest pewne: zainspirowałyśmy nasze głowy do myślenia, bo sztuka jest przecież wokół nas. Jednak to nie był koniec naszych eksploracji. Drażniłyśmy również nasze kubki smakowe. Jak? Częstowano nas wegańskim fast foodem – brzmi kuriozalne, ale nie mogłam znaleźć innego określenia. Wszystkich spragnionych doświadczeń po prostu zapraszam do restauracji „VEGA” w Rynku Głównym. Furorę ponadto zrobiły wegańskie lody z jarmużu i banana.

Po takiej dawce emocji i wrażeń z wielką radością wróciłyśmy do domu. Pewnie każda z nas rozważała, jak będzie wyglądało nasze dwudniowe spotkanie w Rancho Lavender? Zarówno my jako organizatorki, jak i uczestniczki zastanawiałyśmy się nad przebiegiem zajęć. Działo się wiele. Posłuchajcie.

Pierwszego dnia tworzyłyśmy unikatowe wisiory. Wówczas mogłyśmy się przekonać, jak ważna jest faza projektu. Odpowiednie dobranie proporcji, dopasowanie drobnych miedzianych elementów, uzyskanie idealnej temperatury przy opalaniu oraz precyzyjne obicie miedzi stało się przyczynkiem do rozmów o dawnych – już ginących – zawodach.

Druga grupa, będąca pod opieką ceramiczki Basi, wzięła się ostro do pracy. Warsztaty z gliną w tle przerodziły się w prawdziwą – rzec by można – „kuźnię talentów”. Powstawały misy, dzbanuszki, koszyczki, puzderka i wazony. Dyskretny obserwator zauważył, jak wielką przyjemność sprawia kontakt z gliną, materiałem o specyficznym zapachu. Wyczuwalne pod palcami grudki formowały się w mniejsze kuleczki, które kawałek po kawałku, stworzyły całość. Delikatność, a zarazem szorstkość gliny sprawiły, że do pracy włączył się zmysł dotyku. Fantazyjce zdobienia przy pomocy listków, odciśniętych koronek czy delikatnych rytów przybliżyły nas do końca. Dzieło było już prawie gotowe. Teraz przyszedł czas na fazę gładzenia, prostowania, pieszczenia. Szybki rzut przymrużonego oka dał sygnał i w myślach zabrzmiało triumfalne: SKOŃCZYŁAM. Efekt? Chyba żadna z nas nie przypuszczała, że może zostać artystką. Przedmioty okazały się wyjątkowo piękne. Niebawem będą ozdobą naszych salonów lub staną się miłym podarunkiem dla bliskiej osoby. W trakcie naszego spotkania w Baldwinowicach zaproponowałyśmy uczestniczkom nową dietę. Tym razem na stołach królowała pokrzywa, kwiat czarnego bzu, mięta oraz bardzo dużo warzyw. W formie przekąski podałyśmy pastę z cieciorki, razowe babeczki owsiane oraz koktajl pietruszkowy z dodatkiem skórek z jabłek, które nasączyłyśmy odrobiną soku z cytryny. Amatorki oryginalnych zup miały okazję skosztować kremu z gruszek i pietruszki w towarzystwie startego imbiru oraz skórki z limonki. Nasze kulinarne wycieczki w głąb natury nie dla wszystkich okazały się strzałem w dziesiątkę. Zmiana myślenia o jedzeniu nie jest kwestią chwili, to musi być świadoma i przemyślana decyzja. Czy warto? To trudne pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć indywidualnie. Jedno jest pewne: w kuchni również jest miejsce na sztukę, inspiracje i eksperymenty.

Drugi dzień przyniósł nam kolejne zaskoczenie. Połączyłyśmy dwie dyscypliny: poezję ze sztuką. Inspiracją do kolaży stały się ulubione wiersze oraz cytaty. Słyszałam jęki, wzdychania, ujrzałam zmarszczone czoła, lekkie uśmieszki. Trzeba przyznać, że początek pracy z białym brystolem i wycinankami z gazet był trudny. W głowach niejednej z nas pojawiło się zapewne pytanie: co to za pomysł? Skąd czerpać motywy, tematy? Wówczas pozwoliłam sobie na odczytanie jednego z moich ulubionych wierszy Wisławy Szymborskiej „Pomysł”. W tej sytuacji pasował jak ulał. Szyty na miarę baldwinowickich warsztatów. Obawy okazały się zupełnie niepotrzebne. Wyobraźnia i pomysłowość dziewczyn przeszła chyba oczekiwania samych instruktorek. Gra kolorów, kompozycja, dobór ilustracji, zabawa z pastelami sprawiły, że odkryłyśmy nową dziedzinę. Na zakończenie „ubrano” nas w szaty współczesnych dizajnerów. Na stół wjechały stare sukienki, pstrokate bluzki, chustki z cekinami i błyszczącymi koralikami. Każda dostała do ręki kawałek drucika, nożyczki i bilet do świata fantazji. Kręcenie, obwijanie, naciąganie i wyginanie nawiniętego gałganka na drucik sprawiło, że każda z nas w mgnieniu oka stała się właścicielką bransoletki i naszyjnika.

W tym miejscu musimy serdecznie podziękować Wam Drogie Koleżanki – Wasze zaangażowanie, trud włożony w wykonanie małych arcydzieł, otwartość na nowe, wegetariańskie potrawy oraz przygotowanie posiłków był tak wielki, że tym bardziej zmotywowałyście nas do pracy. Chcemy więcej takich spotkań. Wspólne wieczorne dyskusje, różne punkty widzenie oraz własne, twórcze pomysły są dla nas wielką radością. Dziękujemy Wam za wspaniały weekend, a Wasze prace pokażemy na wernisażu, który odbędzie się już wkrótce. A teraz zapraszamy do galerii zdjęć i naszej fotorelacji z trzech niezapomnianych dni!

Dorota Felcenloben

 

 

relacja fotograficzna

prowadzący warsztaty :

baśka trzybulska – ceramika, collage

 

katarzyna sobocka – biżuteria